Niezależna Strona Milicza

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

Jak biskup Nanker Kołda gród w Miliczu utracił

W 1339 r. Jan Luksemburczyk, król czeski, któremu wówczas i Dolny Śląsk podlegał, wybrał się na wyprawę wojenną z pomocą Krzyżakom, przeciw Prusom i Litwinom. Ale ci dobrze umieli bronić swego kraju przed wojskami czeskiego króla. Oddziały Jana poniosły ciężkie straty, a on sam wracał do domu nie tylko pokonany, ale i bez jednego oka, bo wybiła mu je strzała pruskiego wojownika.

Wieść o porażce Jana rozniosła się szybko po Śląsku. Jedni spodziewali się, że złagodnieją nieco surowe rządy tego Niemca na czeskim tronie, drudzy, że na poddanych złość swą będzie wywierać. Biskup wrocławski Nanker Kołda herbu Oksza, który już od dawna różne z królem toczył spory, wolał dobrze zabezpieczyć swe dobra przed królewskim łakomstwem. Luksemburczyk od dawna już niechętnie patrzył, jak biskup broni swych rodaków przed zakusami niemczyzny. Toteż na wieść o powrocie króla Nanker osadził w swoim zamku w Miliczu jako kasztelana Henryka z Wierzbna i nakazał mu, aby wszystkimi siłami bronili Milicza przed królewskim wojskiem.

Sprawdziły się przewidywania biskupa. Jan, wracając ze swoimi wojskami, chciał choć w części wynagrodzić sobie gorycz porażki i postanowił opanować Milicz. Ale już kilka pierwszych szturmów pokazało, że obrona była dzielna i o opanowaniu zamku nie można było właściwie myśleć.

Wówczas Luksemburczyk postanowił dokonać podstępem, czego nie mógł dokonać przemocą. Zaczął się dowiadywać o słabostkach mężnego kasztelana. Wkrótce też doniesiono mu, że Henryk lubi spędzać czas wesoło przy biesiadach, a nade wszystko kocha się w dobrym winie. Słabość tę postanowił król wykorzystać. Z obozu królewskiego wyruszyło uroczyste poselstwo, które zawiozło Henrykowi w darze beczułkę wspaniałego, słodkiego flamandzkiego wina.

- Pan mój, król Jan z Luksemburga - rzekł poseł - składa kasztelanowi Henrykowi z Wierzbna w darze to szlachetne wino i obiecuje wypełnić jego piwnice tym wspaniałym trunkiem, jeśli jako pan i władca będzie mógł wejść w mury milickiego zamku!

Posłów przyjęto na zamku uroczyście, a w czasie uczty kasztelan dobrze posmakował przysłanego wina. Gdy zaś mocny trunek zaszumiał mu w głowie, zapomniał o swych obowiązkach i polecił szeroko otworzyć bramy zamku orszakowi królewskiemu, a przede wszystkim wozom, wiozącym pękate beczułki z winem. Tak przez niedbalstwo i pijaństwo Henryka z Wierzbna biskup Nanker Kołda utracił gród w Miliczu. Rzucił jeszcze klątwę na króla, ale ten wcale się tym nie przejął i wypędził biskupa z Wrocławia.



Biskup Jan Nanker Kołda herbu Oksza rządzili diecezją wrocławską w latach 1326 - 1341. Znany był jako obrońca polskości na Dolnym Śląsku; m.in. wydał zakaz zatrudnienia w szkołach nauczycieli nie znających języka polskiego. Wypędzony przez króla przebywał dłuższy czas w Nysie. Jan Luksemburczyk był też sprzymierzeńcem Krzyżaków przeciw Polsce w wojnie w 1331 r. Zginął we Francji walcząc przeciw Anglikom. Biskup Kołda, herbu Oksza przybrał niemiecko brzmiące nazwisko Nanker, zgodnie z ówczesną modą. Wydaje się, że duży wpływ na ten trend miał patrycjat i bogate mieszczaństwo miast - w większości pochodzenia niemieckiego. Biskup przybył z Krakowa po zatargu z Władysławem Łokietkiem.

Wspomniany archidiakon Henryk z Wierzbna oprócz funkcji milickiego kasztelana pełnił też obowiązki kanonika wrocławskiego. Kilkanaście lat wcześniej został okrutnie obity kijami przez mieszczan wrocławskich na Wyspie Piaskowej.