Przy drodze z Godnowa do Pomorska na skraju lasu istnieją resztki starej, zniszczonej smolarni. Niegdyś brudni od sadzy i dymu smolarze wyrabiali tu smołę. Po ludziach tych, oprócz resztek smolarni, zostały przechowywane przez wieki wspomnienia a także jedna legenda.
Tutaj straszy! Sprawcą czarów jest złośliwy karzeł, pędzący żywot w pobliżu starej smolarni.
Pewnego razu w niedalekiej wsi zorganizowano tańce. Piwo lało się strumieniami, gasząc pragnienie rozgrzanych tancerzy. Kapela wycinała skoczne melodie, a wirujące w tańcu dziewczęta z radością ukazywały swe ukryte pod kieckami wdzięki. Perlił się ich rzęsisty śmiech, a chłopcy, chwaccy i silni junacy, prześcigali się w hołubcach.
Ale był to czas żniw i rano musieli wszyscy być w polu. Około północy rozbawiona młodzież zaczęła rozchodzić się do domów. Gdzieniegdzie z mroków nocy dochodziły jeszcze dźwięki roześmianych dziewcząt i cichnące w mrokach nocy rozmowy.
Muzykanci z Godnowa przysiedli jeszcze na godzinę, by się posilić i uraczyć zimnym piwem. A strudzeni byli wielce, bo nie żałowali sił, przygrywając do tańca. Żartowali, docinając sobie wzajemnie i opowiadali kawały, a czas płynął... Nim się zebrali, wybiła godzina trzecia nad ranem. Niestety, droga powrotna wiodła koło starej smolarni. Żaden z muzykantów, z powodu przestróg o złośliwym karle i jego czarach, nie chciał za nic przechodzić tamtędy. Woleli nadłożyć drogi i ominąć zaczarowane miejsce. Jeden tylko śmiałek, któremu nie wywietrzały jeszcze z głowy kufle wypitego piwa, postanowił przejść koło złowieszczej kryjówki złego stwora. Dziarski skrzypek głośno oznajmił, że nie istnieje żaden krasnal, a stara smolarnia nie jest zaczarowanym miejscem. Bez strachu i obaw ruszył więc sam w wiodącą do domu najkrótszą drogę. I szedł tak przyśpiewując pod nosem, gdy las zaczął się przerzedzać. Z dala usłyszał ujadające psy w zagrodach swojej rodzinnej wsi. Przechodził właśnie obok głębokiego dołu, gdy nagle coś się w nim poruszyło. Dziwny szmer rozgarniętych liści pochodził z wykopu dawnej smolarni.
Wtem przerażony skrzypek ujrzał przed sobą niewielką postać. Zimne, mdłe światło księżyca oświetlało upiornego karla w czarnym kaftanie i czarnej szlafmycy na głowie.
Biada mi! To karzeł! - przemknęła mu błyskawiczna myśl przez ogarniętą strachem głowę. Śmiertelnie przestraszonemu muzykantowi włosy stanęły dęba.
Uciekać! - tylko ta myśl świtała pechowemu skrzypkowi.
Pędem ruszył przed siebie. Niewiele psów było w okolicy, które mogłyby go teraz dogonić. Z duszą na ramieniu i świstem powietrza w uszach gnał w kierunku swojej wsi. Jednakże nie tylko duszę miał biedny grajek na ramieniu. Ku swojemu przerażeniu poczuł na plecach ciężar. Tak! Nie mylił się! To karzeł siedział mu na grzbiecie. Ale strach podwoił siły skrzypka. Biegł jeszcze szybciej, aby tylko ujrzeć pierwsze domostwa! Jeszcze chwila i będzie moja wieś! - myślał i instynktownie czuł, że może to być jego jedynym ratunkiem.
Z dala wyłoniły się zarysy budynków. Psy ujadały w zagrodach jak wściekłe, jakby czując złego ducha i czające się w powietrzu nieszczęście. Jak strzała wpadł muzykant między pierwsze domy. Nim złapał znów oddech, poczuł niewyraźną ulgę. Tak! - nie miał już na plecach straszliwego stwora. Zupełnie wyczerpany, ledwie powłócząc nogami dotarł wreszcie do rodzinnej zagrody.
Ale nie był to koniec jego zmartwień. Rano skrzypek nie mógł podnieść się z łóżka. Wieść o niesamowitym zdarzeniu obiegła lotem błyskawicy całą okolicę. Po dwóch dniach zagościli w progach ogarniętego niemocą kolegi pozostali członkowie kapeli. Ujrzeli w łożu wychudzoną, trawioną gorączką postać. Pechowy skrzypek długo miał jeszcze chorować. Ale odtąd słuchał już przestróg mądrzejszych kolegów i na zabawach wychylał mniej kufli pienistego piwa.
W folklorze Śląska występowały też karły złośliwe i mściwe. Zwykle miały zamieszkiwać miejsca odludne, lasy i mokradła.
Już w 1720 r. wzmiankowana była w Godnowie szkoła. Zmarły w 1825 r. niejaki Borasz zostawił kapitał w wysokości 100 talarów, z których roczne oprocentowanie przeznaczone zostało na zakup przyborów szkolnych (papieru, atramentu itp.) uczniom tej szkoły.
Wieś Pomorsko odkupiła w październiku 1708 r. hrabina Maltzan od braci von Gfug. W połowie XIX w. znajdował się tam folwark, smolarnia, cegielnia i 13 domostw.





