Przed setkami lat wsie Ostrowąsy i Wziąchowo Małe należały do dziedzica, który był też właścicielem Świebodowa. On sam mieszkał we Wziąchowie Małym. Po śmierci kazał się pochować w grobowcu leżącym koło Wziąchowa Małego. Tam spoczywała od lat jego żona, która padła ofiarą ciężkiej choroby.
Grobowiec ten położony jest w gaju, blisko budynku dawnego urzędu celnego, na lewo od szosy Milicz - Sulmierzyce. Z Wodnikowa wiedzie polna droga, zwana dawniej Drogą Poganiaczy, do pobliskiego folwarku. W jego okolicach były niegdyś bujne łąki z soczystą trawą i koniczyną.
Okoliczni gospodarze wypasali tu swoje bydło bez wiedzy dziedzica. Co więcej - by uniknąć kary, robili to pod osłoną ciemności. Aż pewnej nocy zdarzyło się, że z wybiciem północy z krzaków wyskoczył na pędzącym koniu niesamowity jeździec. Galopował wprost na pasterzy i ich bydło. Otoczony był przez dwanaście rozwścieczonych psów. Wystraszeni chłopi w mgnieniu oka zaczęli gnać bydło do wsi, by tam znaleźć schronienie. Z ust groźnego jeźdźca buchał ognisty płomień ,co czyniło go jeszcze straszniejszym. Pasterze mogli mówić o szczęściu. Gonieni przez straszną zjawę wraz z bydłem wpadli do wsi. Udało im się ujść z życiem.
Dawne podanie ludowe mówiło, że kto poczuje na plecach ognisty oddech ducha, ten w ciągu trzech dni umrze.
Jeździec wraz z psami kilkakrotnie objechał wieś dookoła, po czym zawrócił i zniknął w gaju, gdzie był rodzinny grobowiec.
Dziś już trudno powiedzieć, czy o północy wynurza się z krzaków groźna zjawa, gdyż zły zwyczaj wypasania bydła na cudzym polu zanika.
Ale kto by chciał kontynuować ten proceder na pewno ożywi upiornego jeźdźca i jego groźne psy.
Powiastka ta ma walory moralne; sprytni chłopi wypasali bydło na polu pana pod osłoną nocy. I za to zostali przepędzeni przez siły nadprzyrodzone, w tym wypadku przez tajemniczego ducha rycerza. W legendzie tej zgadzają się opisy obiektów. We Wziąchowie Małym, rzeczywiście znajduje się dworek, zamieszkiwała go rodzina szlachecka Heydebrand - Lasa. Dwóch jej przedstawicieli - tajny radca Heydebrand (ojciec) był starostą powiatu milicko - żmigrodzkiego w latach 1860 do 1886, a jego syn Ernest pełnił tę samą funkcję od 1887 do 1895. Wspomniany w opowieści cmentarz znajduje się faktycznie w opisanym miejscu. Jest miejscem ostatniego spoczynku wielu z tej szlacheckiej rodziny. Świadczą o tym napisy na kamiennych nagrobkach.





