Niezależna Strona Milicza

  • Increase font size
  • Default font size
  • Decrease font size

O popędliwej hrabinie i jej morderczym czynie

Mądrzy ludzie, co to niejedno w życiu widzieli, twierdzą, że występek musi doczekać się kary, zaś zbrodniarz nie uniknie swego losu. Jeśli nawet nie dosięgnie go sprawiedliwość doczesna, to na pewno nie zazna spokoju po śmierci. Wiele jest opowieści o duchach tych, co skalali sumienie krwią, a nie mogąc znaleźć ukojenia, wracają na miejsce zbrodni. Ich budzące grozę jęki i zawodzenia to w istocie błaganie o litość. Na te jednak nie mogą liczyć.

W dawnych czasach Piękocinem rządził hrabiowski ród. Małżeństwo ostatniego przedstawiciela możnej niegdyś rodziny nie należało do najszczęśliwszych. Kiedy ogrom problemów złamał ostatecznie kruche zdrowie gospodarza, cały trud rządzenia spoczął na wątłych ramionach hrabiny. Nie mogąc sobie z tym poradzić, zleciła prowadzenie finansów swemu zarządcy. Mieszkał on na skraju lasu, w leśniczówce.

Wkrótce sprawy zaczęły przybierać pomyślny obrót, okazało się bowiem, że hrabina nie mogła lepiej trafić. Skromny ekonom odkrył w sobie niebywały talent do mnożenia kapitału. Srodze pomyliliby się jednak ten, kto sądziłby, że obie strony były zadowolone ze znacznej poprawy losu. Arystokratka szybko zapomniała o kłopotach sprzed kilku lat i coraz gwałtowniej domagała się jeszcze większej ilości pieniędzy. Pod adresem zarządcy padały często niewybredne aluzje i zwykłe pomówienia. Hrabinie wydawało się po prostu, że ukrywa on przed nią część dochodów, a poza tym wykazuje nadmierną powściągliwość w pobieraniu daniny od chłopów. Na nic nie zdawały się próby tłumaczenia zawiłości ekonomii - gorąca krew brała górę nad zdrowym rozsądkiem.

Pewnego wieczora hrabina wezwała zarządcę do siebie. Miało dojść do pojednania, bowiem już wcześniej nie mogąc znieść ustawicznej presji, ekonom obiecał, że uczyni tak, jak życzy sobie jego pani. Lecz czy to sprawił zły wpływ księżyca zatruwającego umysł zimnym blaskiem pełni, czy też jadowity podszept szatana - dość, że miast ugody wybuchł spór przeradzający się gwałtownie w karczemną awanturę pełną wyzwisk i obelg. Żadna ze stron nie pozostawała dłużna drugiej, dając upust długo skrywanej złości.

Nagle hrabina wybiegła z komnaty, by po chwili ku przerażeniu zarządcy pojawić się w progu dzierżąc w dłoniach potężny kuchenny tasak! Raz za razem spadały na nieszczęśnika mordercze uderzenia. Krew trysnęła na sufit i szerokim strumieniem zalała dywan.

Jakże gorzko pożałowała swego czynu hrabina, gdy ocknęła się rankiem w kałuży krwi. W popłochu nakazała służbie ukryć zwłoki zamordowanego. Śladów zbrodni nie dało się jednak utaić; zastygła krew w okrutny sposób przypominała  o tym, co wydarzyło się poprzedniej nocy. Wkrótce hrabinę zakuto w kajdany, postawiono przed sadem i skazano. Splamione niewinnie przelaną krwią sumienie zadręczyło ją na śmierć.

Posiadłość hrabiowską podzielono, ale zły duch okrutnej hrabiny pozostał w Piękocinie i straszy w okolicach dawnego dworu.



W Piękocinie znajduje się zrujnowany dwór z poł. XIX w. Wieś tę lokowano w 1583 r., a więc za panowania Kurzbachów. W 1746 powstała tu protestancka szkoła, a w XIX w. hrabiowie von Maltzan założyli owczarnię. W Piękocinie stały niegdyś dwa wiatraki.